Był polskim patriotą. Jako młody chłopak wstąpił do oddziałów formowanych przez Józefa Piłsudskiego na krakowskich Olendrach, w szeregach których walczył o niepodległość. Bił się o nią także z bolszewikami i Ukraińcami, a od 1939 r. z Niemcami i Sowietami. Pomimo, że był polskim bohaterem komuniści potraktowali go jak hitlerowskiego zbrodniarza. O generale Auguście Emilu Fieldorfie „Nilu” – pisze Paweł Sztama, pracownik Działu Naukowego Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, oraz Biura Badań Historycznych IPN.
Urodzony 20 marca 1895 r. w Krakowie August Emil Fieldorf prawie dwadzieścia lat swojego życia spędził w małopolskiej stolicy. Tam się wychował i uczęszczał do kilku szkół powszechnych. Jako młody chłopak słuchał wykładów prowadzonych przez członków Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej a także poznawał literaturę historyczną. Dzięki tym „lekcjom” wstąpił najpierw do Organizacji Ćwiczebnej Uczniów Szkół Średnich. Jednak już w 1912 r. został członkiem krakowskiego Strzelca, w szeregach którego ukończył szkołę podoficerską.
Kiedy w 1914 r. wybuchła I wojna światowa Emil zgłosił się do oddziałów polskich, organizowanych na krakowskich Oleandrach przez Józefa Piłsudskiego. Zapewne wówczas nie przypuszczał, że broń złoży dopiero sześć lat później. W tym czasie uczestniczył w trzech dużych konfliktach zbrojnych – w I wojnie światowej, wojnie polsko-ukraińskiej i wojnie polsko-bolszewickiej.
W okresie II RP Fieldorf piął się stopniowo po szczeblach wojskowej kariery. W 1932 r. został awansowany na stopień podpułkownika. Nie miał predyspozycji, aby zostać dowódcą liniowym dużych jednostek taktycznych i operacyjnych. Niemniej doskonale sprawdzał się na stanowiskach kwatermistrzowskich, organizacyjnych i szkoleniowych. Posiadał także talent pedagogiczny i wychowawczy, co okazało się istotne w późniejszym okresie jego życia. W II RP Emil służył m.in. w 1. Pułku Piechoty Legionów, był oficerem Korpusu Ochrony Pogranicza. W kilku jednostkach sprawował pieczę nad wychowaniem fizycznym i przysposobieniem wojskowym. Został także komendantem tzw. Zachodniego Okręgu Związku Strzeleckiego.
W 1938 r. minister spraw wojskowych przeniósł Fieldorfa do Brzeżan, gdzie objął dowództwo 51. Pułku Piechoty im. Giuseppe Garibaldiego. Na czele tej jednostki podpułkownik walczył w kampanii polskiej 1939 r. Jego pułk został jednak rozbity już 9 września w bitwie pod Iłżą. Fieldorf karnie wykonał wówczas rozkaz dowódcy 12. Dywizji Piechoty i rozwiązał swój oddział. Żołnierzom nakazał przedrzeć się na wschodni brzeg Wisły, gdzie miała być organizowana obrona.
Sam, chcąc kontynuować walkę, postanowił wyjechać do Lwowa. Miasto było już jednak zajęte przez siły okupacyjne, więc wrócił do rodzinnego Krakowa. Tam dowiedział się, że Naczelny Wódz Wojska Polskiego i premier Rządu RP gen. Władysław Sikorski organizował na terenie Francji polską armię. Fieldorf nie wahał się zbyt długo i w połowie października 1939 r., przez Słowację oraz Węgry, wyruszył na Zachód. W Paryżu zameldował się dopiero 10 lutego 1940 r. Węgrzy internowali go na kilka miesięcy.
Na emigracji Fieldorf nie wytrwał zbyt długo i w drugiej połowie 1940 r. wrócił do okupowanego kraju. W latach 1940–1942 piastował kilka kierowniczych funkcji w strukturach Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej. Był m.in. inspektorem Krakowsko-Śląskiego Obszaru ZWZ oraz komendantem Obszaru 2 Białostockiego ZWZ/AK. Przed władzami okupacyjnymi występował jako zwykły kolejarz Walenty Gdanicki. Wreszcie w 1942 r. objął stanowisko szefa Kierownictwa Dywersji, czyli Kedywu Komendy Głównej AK – specjalnej komórki, która odpowiadała za akcje dywersyjno-sabotażowych wymierzone w niemieckiego okupanta. Do najsłynniejszych akcji, należała ta pod Arsenałem w 1943 r. czy wykonanie kary śmierci na kacie Warszawy – szefie SS i Policji Brigadeführze Franzu Kutscherze w 1944 r.
Zamach na Kutscherę była ostatnią dużą operacją, którą Fieldorf nadzorował. W nocy z 3 na 4 stycznia 1944 r. oddziały Armii Czerwonej przekroczyły przedwojenną granicę II RP. Dowództwo AK zdawała sobie sprawę z tego, że Polsce może grozić kolejna, tym razem sowiecka okupacja. W związku z tym kierownictwo postanowiło działać. Powstała wówczas koncepcja utworzenia organizacji „Niepodległość”, kryptonim „Nie”, która miała zastąpić AK w momencie, gdy obszar Polski zajmą siły zbrojne ZSRS. Jej twórcą został właśnie Fieldorf.
Ostatecznie organizacji tej nigdy w pełni nie udało się przygotować. Najpierw – latem 1944 r. żmudne prace nad powołaniem „Nie” przerwał wybuch Powstania Warszawskiego. Kolejny raz, już w zupełnie innych okolicznościach, tj. wiosną 1945 r., zostali aresztowani dwaj najważniejsi oficerowie „Niepodległości”, czyli ostatni Dowódca AK gen. Leopold Okulicki oraz jego zastępca August Emil Fieldorf, już wówczas w stopniu generała. Fieldorf trafił nierozpoznany na przeszło 2,5 roku do uralskich łagrów. O tym, w jaki sposób się tam zachowywał pisał jego współwięzień, wówczas młody chłopak Tadeusz Bobrowski:
„W tych warunkach człowiek stawał się nagi. Żadne otoczki nie kryły cech osobowościowych. Ujawniały się słabostki, podłostki, a z równą wyrazistością, może nawet dominującą wszystkie dodatnie strony charakteru. Wyraźnie widziało się tych, którzy zasługiwali na miano człowieka. Takimi wspaniałymi pozostali w mojej pamięci Walenty Gdanicki [Fieldorf – przyp. red.], Jan Hoppe i im podobni […]”
Takich opinii było więcej.
Fieldorf wrócił do Polski w listopadzie 1947 r. Przez kilka dni przebywał w punkcie repatriacyjnym w Białej Podlaskiej, gdzie próbował wyleczyć się z zapalenia płuc. Później wyjechał do Warszawy. Tam udało mu się spotkać z Kazimierzem Bąbińskim, dowódcą 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Podczas rozmowy obaj oficerowie zastanawiali się nad kolejnymi krokami, które Fieldorf zamierzał podjąć. Generał zdawał sobie sprawę, że ujawnienie mogłoby zakończyć się jego aresztowaniem i wtrąceniem do ubeckiego więzienia. Bąbiński stwierdził natomiast, że najgorsze dla niego byłoby trwanie w ukryciu. Zaproponował więc „Nilowi”, aby ten w jakiś sposób spróbował zalegalizować swój pobyt w kraju.
Po kilku tygodniach Fieldorf wyjechał do Krakowa, a później do Łodzi, gdzie mieszkały jego żona i córki. Wobec trudnych warunków bytowych „Nil” zdecydował się ujawnić. Poprosił o emeryturę i zdecydował, że nie będzie mieszać się w żadną działalność antykomunistyczną. Liczył, że taka decyzja pozwoli mu przetrwać najtrudniejszy okres. Jego nadzieje okazały się jednak płonne. Już 19 grudnia 1947 r. znalazł się w zainteresowaniu osławionego komunistycznego kontrwywiadu wojskowego czyli Głównego Zarządu Informacji (GZI).
W tym miejscu należy zaznaczyć, że komunistyczne organa represji wiedziały bardzo dużo na temat generała. Nie jest możliwe przedstawienia tego, ile danych na jego tematy zebrały jeszcze podczas II wojny światowej. Bezwzględnie jednak to, czego dowiedziały się już po zakończeniu działań zbrojnych wystarczyło, aby podjąć wobec niego działania operacyjne, kiedy uzyskałby informację, że „Nil” się „odnalazł”.
Doskonałym przykładem takiej wiedzy były różnego rodzaju zeznania wysokich rangą i stopniem oficerów AK oraz członków polskiej konspiracji, które ci składali np. bezpiece. O Fieldorfie dość sporo mówił Okulicki i inni w trakcie tzw. procesu szesnastu w Moskwie. Oprócz powyższych Biuro Studiów GZI przygotowało w 1948 r. broszurkę pt. „Obóz reakcji polskiej w latach 1939-1945”, w której to można było przeczytać o generale kilka istotnych informacji.
Jak to się jednak stało, że GZI wpadło na trop Fieldorfa już kilka tygodni po jego powrocie? W drugiej połowie 1947 r. kontrwywiad wojskowy rozpracowywał działalność konspiracyjną por. Zbigniewa Parwicza. W toku operacji udało się ustalić kontakty tego ostatniego m.in. z Kazimierzem Bąbińskim, a także innymi działaczami podziemia, takimi jak Maria Łoszak czy też jej mąż Józef Lebedowicz. Po rozpracowaniu funkcjonariusze GZI zaczęli ich kolejno zatrzymywać, a następnie przesłuchiwać.
9 grudnia 1944 r. Maria Łoszak zeznała, że w jej mieszkaniu doszło do spotkania Fieldorfa z Bąbińskim. Przeszło miesiąc później, na kolejnym przesłuchaniu, opowiedziała o działalności generała w konspiracji. Takich informacji funkcjonariusze GZI nie mogli zlekceważyć i w kolejnych tygodniach zaczęli o Fieldorfa wypytywać tak Bąbińskiego, jak i Lebedowicza.
5 lutego 1948 r. ppłk Sergusz Malkowski – szef pionu śledczego GZI zatwierdził „Plan operatywno-śledczych przedsięwzięć w sprawie śledczej przeciwko Bąbińskiemu i 4-em innym”. Zakładał on m.in. ustalenie treści rozmowy Fieldorfa z Bąbińskim w mieszkaniu Łoszakowej. W dokumencie tym generał był nazwany „jednym z przywódców faszystowskiego podziemia”. Poskutkowało to tym, że w ciągu kolejnych kilku dni podjęto zakrojone na dość szeroką skalę poszukiwania generała, łącznie z wydaniem za nim oficjalnego listu gończego.
Dziś brzmi to niewiarygodnie, ale mimo podjęcia całego szeregu przedsięwzięć, takich jak uruchomienie agentury, przesłuchania, sprawdzanie spisów i dokumentacji, GZI nie udało się dotrzeć do „Nila”. Jest to o tyle zastanawiające, że w lutym 1948 r. Fieldorf zgłosił się do Rejonowej Komendy Uzupełnień w Łodzi, gdzie zarejestrował się pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Niemniej zaświadczenie otrzymał na nazwisko Walentego Gdanickiego, gdyż przyjmujący zgłoszenie żołnierz oparł się na kwitach Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Czy brak efektów w poszukiwaniu generała był dyletanctwem funkcjonariuszy kontrwywiadu wojskowego czy też zwykłym zbiegiem okoliczności? Nie wiadomo. Pewnym jest jednak, że w aktach Fieldorfa brakuje dokumentacji z drugiej połowy 1948 r. i pierwszej połowy roku kolejnego. Czy mogło być tak, że GZI nie wytworzyło wówczas żadnych kwitów? Mogło, aczkolwiek wydaje się to mało prawdopodobne. W mojej ocenie archiwalia te są z jakiś powodów niekompletne.
To czego nie udało się osiągnąć funkcjonariuszom kontrwywiadu, bardzo szybko dokonali funkcjonariusze Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a więc tego, który zajmował się rozpracowywaniem podziemia. To właśnie ten pion, od sierpnia 1949 r. zajmował się poszukiwaniem generała. Latem tamtego roku Fieldorf był „na widelcu” zarówno bezpieki, jak i GZI. Jak się jednak okazało w pewnym momencie kontrwywiad wojskowy stracił zainteresowanie generałem. Zapewne wynikało to z kompetencji GZI, który zajmował się tymi ludźmi oraz organizacjami, które w ich mniemaniu, mogły zagrażać „ludowemu” Wojsku Polskiemu.
Tym samym od września 1949 r. sprawę Fieldorfa przejął cywilny aparat represji. Już latem 1949 r. funkcjonariusze bezpieki przesłuchując bardzo intensywnie byłych akowców – takich jak pułkownicy: Jan Mazurkiewicz, Kazimierz Pluta-Czachowski czy też Zygmunt Wlater-Janke – wypytywali o Fieldorfa. Podobnie jak w przypadku GZI, pion III MBP uruchomił cały wachlarz przedsięwzięć operacyjnych, których celem było namierzenie miejsca pobytu generała. Jednym z najważniejszych było dotarcie do Fieldorfa poprzez agenturę. To się udało bardzo szybko, bo już pod koniec 1949 r. Doskonałym dla urzędu bezpieczeństwa źródłem informacji okazał się były burmistrz Częstochowy Stanisław Rybicki, który nosił wówczas pseudonim Żukowski. To dzięki niemu MBP dowiedziało się o poglądach polityczno-wojskowych generała, ale również o tym, gdzie faktycznie mieszkał.
Dzięki raportowi Rybickiego wiceszef Departamentu III płk Leon Andrzejewski zlecił swoim podwładnym z Łodzi potwierdzenia miejsca zamieszkania generała. Jak się okazało informacje „Żukowskiego” były tak precyzyjne, że z wykonaniem tego zadaniem pracownicy łódzkiego Wydziału III Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego niemieli większego problemu. Od tego momentu „pętla na szyi” Fieldorfa zaczęła się stopniowo zaciskać. Bezpieka wiedziała o nim coraz więcej nie tylko poprzez działalność agentury – „Żukowski” nie był jednym osobowym źródłem informacji, który na niego donosił – ale również poprzez obserwacje jego oraz jego najbliższych (tak w Łodzi, jak i w Krakowie), zbieranie materiałów np. o wojskowej przeszłości „Nila” czy też perlustrację korespondencji.
Wszystko to zakończyło się 10 listopada 1950 r., kiedy to Fieldorf został zatrzymany przez funkcjonariuszy MBP, tuż po jego wyjściu z gmachu łódzkiej RKU. Następnie został przewieziony do Warszawy, gdzie na kilka dni został umieszczony w areszcie podręcznym pod gmachem bezpieki przy ul. Koszykowej w Warszawie. Tam też, będąc w dyspozycji Departamentu III, był kilkukrotnie przesłuchiwany. Decyzję o jego zatrzymaniu prok. Helena Wolińska podpisała po jedenastu dniach od aresztowania.

13 grudnia 1950 r. Fieldorf trafił do osławionego więzienia MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Tam dochodzenie prowadzili już pracownicy Departamentu Śledczego MBP, kierowanego przez osławionego ubeka – płk. Józefa Różańskiego. „Bezpieczniacy” próbowali udowodnić generałowi antykomunistyczne „zbrodnie”, do których rzecz jasna generał się nie przyznawał. Takowych bowiem nie popełnił. Niemniej wokół tej teorii było skonstruowane całe śledztwo.
Jak wynika z dostępnych materiałów, generał nie był w czasie śledztwa maltretowany fizycznie, tylko psychicznie. Potwierdzili to więźniowie, którzy przebywali z generałem w jednej celi, aczkolwiek w pierwszym okresie śledztwa Fieldorf był przetrzymywany w pojedynkę.
Ostatecznie w październiku 1953 r. prowadzący śledztwo przeciwko generałowi funkcjonariusz śledczy por. Kazimierz Górski przygotował akt oskarżenia, który następnie zatwierdził prok. Benjamin Wajsblech. Fieldorf został oskarżony z tzw. sierpniówki czyli dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego. Słowem postanowiono, że generał WP, jeden z największych bohaterów polskiej konspiracji zostanie osądzony z tych samych przepisów „prawa” co zbrodniarze niemieccy.
Ostatecznie generał został skazany na śmierć przez Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy, pod przewodnictwem Marii Gurowskiej. Wszystkie tryby odwoławcze nie przyniosły rezultatu. Tak Sąd Najwyższy PRL jak i przewodniczący Rady Państwa Bolesław Bierut nie doprowadzili do zmiany wysokości kary. Generał „Nil” został zamordowany 24 lutego 1953 r. przez powieszenie na szubienicy w więzieniu.
Paweł Sztama
Autor jest pracownikiem Działu Naukowego Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, oraz Biura Badań Historycznych IPN.