logo

Śladami Anny Walentynowicz

41. rocznica strajków w Stoczni Gdańskiej i 97. rocznica urodzin Anny Walentynowicz

Sprawa Anny Walentynowicz stała się iskrą, która pozwoliła na rozpoczęcie protestu. Władze podjęły próbę szybkiej jego likwidacji i już 16 sierpnia, doprowadziły do porozumienia komitetu strajkowego z dyrekcją Stoczni Gdańskiej, obiecując realizację postulatów. Wówczas Wałęsa ogłosił zakończenie strajku. Wszystko mogło zakończyć się katastrofą, gdyby nie dzielne kobiety, które zaczęły domagać się od KS, żeby nie zostawiać innych protestujących zakładów. Anna Walentynowicz wraz z Aliną Pieńkowską, Ewą Ossowską i Henryką Krzywonos zatrzymywały wychodzących do domu robotników. Dzięki nim rozpoczął się nowy etap – solidarnościowy strajk z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym na czele.

Protesty społeczne, do jakich doszło latem 1980 roku, stały się przełomowymi wydarzeniami w powojennej historii Polski. W wyniku porozumień, podpisanych wówczas przez strajkujących w całej Polsce robotników z komunistyczną władzą, powstał pierwszy w całym bloku państw komunistycznych niezależny od władz związek zawodowy „Solidarność”. Stał się społecznym ruchem, który uruchomił wolnościową lawinę. Dekadę później państwa Europy Środkowo-Wschodniej uwolniły się od kurateli Moskwy.

Kolejna rocznica tamtych wydarzeń staje się okazją do przywołania pamięci o ich bohaterach. W tym gronie jedną z wyjątkowych postaci jest Anna Walentynowicz. Suwnicowa z gdańskiej stoczni, w obronie której wybuchł w sierpniu 1980 roku historyczny strajk, jest dzisiaj nazywana Anną „Solidarność”. Profesor Sławomir Cenckiewicz opublikował właśnie pod takim tytułem obszerną jej biografię i zauważył, że historia życia Anny Walentynowicz – ściśle zespolona z losami Polaków w XX wieku – jest jak portret zbiorowy polskich robotników wstających z kolan, by zbuntować się przeciwko komunizmowi. I trafnie dalej charakteryzował jej życiową postawę: Zawsze skromna, swoje życie traktowała jako służbę.

Suwnicowa z gdańskiej stoczni

Anna Walentynowicz na Wybrzeże trafiła w pierwszych powojennych latach. W 1950 roku ukończyła kurs spawacza i zatrudniona została w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Stała się aktywną działaczką komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, ale wystąpiła z tej organizacji i związała się z Ligą Kobiet. Zaczęła wówczas zabiegać o prawa pracowników. W latach sześćdziesiątych za krytykę nadużyć finansowych kierownictwa i sekretarzy Komitetu Zakładowego PZPR niejednokrotnie była represjonowana przez bezpiekę i próbowano ją wyrzucić z pracy. W tym okresie zmieniła zasadniczo swój stosunek do partii. Z powodu początków żelazicy w 1966 roku przekwalifikowała się na suwnicową i zatrudniła na wydziale W-3. 

W 1970 roku brała udział w antykomunistycznych protestach robotniczych w Trójmieście i w strajku w Stoczni Gdańskiej. Przygotowywała m.in. posiłki dla protestujących. W kolejnych latach zaliczała się do bohaterów, którzy nie zapominali o ofiarach grudniowej zbrodni i dopominali się ich upamiętnienia. Od 1978 roku zaangażowała się w działalność Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża (WZZW). Udostępniała wówczas swoje mieszkanie w Gdańsku-Wrzeszczu jako punkt kontaktowy, włączała się w redagowanie i kolportaż niezależnego pisma „Robotnik Wybrzeża”, uczestniczyła w spotkaniach dla pracowników gdańskich zakładów, w których poruszano tematy związane z bieżącymi sprawami zakładów pracy czy z historią najnowszą. Organizowano też dla robotników wykłady z prawa pracy. Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża wspólnie z innymi organizacjami opozycyjnymi przygotowywały manifestacje patriotyczne. Była w tym przedsierpniowym czasie prześladowana przez funkcjonariuszy komunistycznego państwa i wielokrotnie zatrzymywana na 48 godzin, ale też stała się osobą rozpoznawalną w środowisku robotników, do których docierała organiczna praca wolnych związków zawodowych.

Sierpień 1980 roku

Punktem zwrotnym jej biografii stały się wydarzenia z lata 1980 roku. 14 sierpnia rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. W miarę upływu dni stocznia stała się centrum ogólnopolskiego protestu robotniczego. Bezpośrednim impulsem podjęcia akcji strajkowej przez gdańskich stoczniowców była sprawa wyrzucenia z pracy Anny Walentynowicz, która 8 sierpnia 1980 roku została przez dyrekcję dyscyplinarnie zwolniona podczas odbywania urlopu – za „ciężkie naruszenie obowiązków pracownika”. Sytuacja była dramatyczna. Poddaną ją tej represji na zaledwie pięć miesięcy przed osiągnięciem wieku emerytalnego. 14 sierpnia wśród pracowników gdańskich zakładów rozprowadzono ulotki wzywające do obronny pracownicy Stoczni Gdańskiej. Ulotka podpisana była przez Komitet Założycielski WZZW i redakcję „Robotnika Wybrzeża”: Bogdana Borusewicza, Lecha Wałęsę, Alinę Pieńkowską, Jana Karandzieja, Marylę Płońską, Andrzeja Gwiazdę, Joannę Dudę-Gwiazdę. Rozpoczął się strajk, który, jak się okazało, zmienił bieg historii nie tylko w Polsce, ale także w całej Europie podzielonej „żelazną kurtyną”. Strajk w stoczni zainicjowało trzech młodych pracowników, związanych z WZZW: Jerzy Borowczak, Ludwik Prądzyński i Bogdan Felski. Na ich żądanie jeszcze tego samego dnia Annę Walentynowicz przywieziono do zakładu dyrektorskim samochodem. Jak wiemy, w tym czasie w stoczni znalazł się Lech Wałęsa, który stanął na czele protestu jako przewodniczący komitetu strajkowego. Zasiliły go inne czołowe postacie WZZW: Andrzej Gwiazda czy Bogdan Borusewicz. Komitet Strajkowy sformułował postulaty: przywrócenie do pracy Anny Walentynowicz, Lecha Wałęsy i Andrzeja Kołodzieja, uzyskanie pozwolenia na wybudowanie pomnika ku czci poległych w Grudniu 1970 roku, uzyskanie gwarancji bezpieczeństwa dla strajkujących oraz postulaty natury ekonomicznej – podwyżka płac o dwa tysiące złotych i wzrost zasiłków rodzinnych do poziomu MO i SB. Tak właśnie zaczął się Polski Sierpień. Z dnia na dzień swoje protesty rozpoczynały inne zakłady pracy nie tylko na Wybrzeżu – fala strajkowa objęła całą Polskę.

Sprawa Anny Walentynowicz stała się więc iskrą, która pozwoliła na rozpoczęcie protestu. Władze podjęły próbę szybkiej jego likwidacji i już 16 sierpnia, doprowadziły do porozumienia Komitetu Strajkowego z dyrekcją Stoczni Gdańskiej, obiecując realizację postulatów. Wówczas Wałęsa ogłosił zakończenie strajku. Wszystko mogło zakończyć się katastrofą, gdyby nie dzielne kobiety, które zaczęły domagać się od KS, żeby nie zostawiać innych protestujących zakładów.

Anna Walentynowicz wraz z Aliną Pieńkowską, Ewą Ossowską, a także Henryką Krzywonos zatrzymywały wychodzących do domu robotników. Dzięki nim rozpoczął się nowy etap – solidarnościowy strajk z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym na czele. Walentynowicz została członkinią jego prezydium. W nocy z 16 na 17 sierpnia stanęła też na czele delegacji, która prowadziła negocjacje z biskupem Lechem Kaczmarkiem i komunistycznymi władzami w sprawie zorganizowania na terenie stoczni mszy świętej. Została odprawiona 17 sierpnia przez księdza Henryka Jankowskiego.

Po podpisaniu Porozumień Sierpniowych Anna Walentynowicz została także członkiem Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, później władz związkowych w Regionie Gdańskim. Jednak w tym czasie poróżniła się z Lechem Wałęsą i odtąd była przez niego konsekwentnie eliminowana z głównego nurtu związkowych wydarzeń. Walentynowicz odwołano z władz regionalnych „Solidarności”. W okresie legalnej działalności związkowej związała się z tzw. „gwiazdozbiorem”, czyli najkrócej rzecz ujmując grupą członków „Solidarności” skupionych wokół Andrzej Gwiazdy, sprzeciwiającej się linii działania realizowanej wówczas przez Wałęsę. Była w tym czasie pod ciągłą obserwacją SB. Historykom udało się ustalić, że w 1981 roku inwigilowało ją ponad 100 funkcjonariuszy i tajnych współpracowników SB. Pod koniec 1981 roku planowano pozbawienie życia tej dzielnej kobiety. Podczas spotkania z robotnikami w Radomiu dwóch funkcjonariuszy SB we współpracy z TW „Karol” miało podjąć próbę zabicia Anny Walentynowicz za pomocą leku furosemid, który powodował silne, w odpowiedniej dawce śmiertelne, odwodnienie. Na szczęście ten plan się nie powiódł.

Stan wojenny

Anna Walentynowicz uniknęła internowania 13 grudnia 1981 roku. Wprowadzenie stanu wojennego zastało ją w podróży. Udało się jej dostać do Stoczni Gdańskiej, gdzie rozpoczął się strajk okupacyjny. Dopiero po pacyfikacji protestu została zatrzymana i internowana w ośrodku dla kobiet w Gołdapi. Rozpoczął się wówczas dla niej, trwający z krótkimi przerwami do roku 1984, czas więziennych represji. W radykalnych koncepcjach bezpieki miała zostać nawet zgładzona. Po zwolnieniu z internowania w lipcu 1982 roku już po miesiącu ponownie ją aresztowano i oskarżono o kontynuowanie działalności związkowej i organizowanie akcji protestacyjnej w grudniu 1981 roku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Trafiła wówczas do więzienia w Gdańsku, skąd przewieziono ją na Rakowiecką w Warszawie, a dokładniej na oddział psychiatryczny. Po latach w jednej z książek, poświęconych jej drodze życia i zatytułowanej „Cień przeszłości”, Walentynowicz wspominała: W połowie września 1982 roku zostałam skierowana na badania psychiatryczne do więziennego szpitala w Warszawie, przy ul. Rakowieckiej. Jest taka znana, bolszewicka metoda walki z przeciwnikiem politycznym: kto wątpi w dobrodziejstwa obowiązującego systemu – ten z pewnością jest chory na umyśle. Ja miałam być kolejnym na to dowodem. Zaprotestowałam, oczywiście, ale zespół sędziowski oddalił moje zażalenie, stwierdzając, że „brak jest podstaw do jego uwzględnienia”. W więziennym szpitalu moją poczytalność sprawdzano miesiąc. Lekarze nie stwierdzili „odchyleń od normy”, chociaż podczas pobytu na Rakowieckiej można było nabawić się choroby psychicznej. Warunki były bardzo ciężkie: głód, przejmujące jęki zza ściany, a we wspólnej celi dziewczyna podejrzana o morderstwo. Wytrzymałam. Z Mokotowa przewieziono ją do więzienia w Grudziądzu, gdzie w marcu 1983 roku rozpoczął się jej proces. Skazana została na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Opuściła więc więzienie, ale w grudniu 1983 roku została ponownie aresztowana, tym razem za próbę upamiętnienia zamordowanych górników w kopalni „Wujek”. Ostatecznie wyszła na wolność w kwietniu 1984 roku. Zatrzymywano ją jeszcze wiele razy, była poddana ciągłej inwigilacji.

Emisariuszka „Solidarności”

Podczas jednej z uroczystości upamiętniającej Annę Walentynowicz już w czasach nam współczesnych, Antoni Macierewicz przypomniał niezwykle ważną odsłonę jej działalności w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku: Wszyscy pamiętamy Annę Walentynowicz (…), wszyscy mogliśmy z nią porozmawiać, wszyscy mogliśmy ją podziwiać i pochylać się nad jej wielkością, kiedy od wsi do wsi, od miasta do miasta pielgrzymowała w latach, gdy szargano i niszczono imię Solidarności. Podkreślił też, że Anna Walentynowicz walczyła o dobre imię Solidarności w czasach, gdy ten 10-milionowy ruch próbowano zdezawuować.

To prawda. W krzewieniu idei „Solidarności” była niezmordowana. Wykorzystywała ku temu każdą sposobność. Jeździła po Polsce, spotykała się z ludźmi, brała udział w głodówkach i licznych protestach.

Swoją misję realizowała w przedziwnych nie raz miejscach i okolicznościach. W roku 1983, w trakcie kilku miesięcy wolności, odwiedziła m.in. gdańskich pielgrzymów zmierzających na Jasną Górę w Pieszej Pomorskiej Pielgrzymce z Torunia. Jedna z uczestniczek pielgrzymki na łamach gdańskiego podziemnego pisma nauczycieli z Oświaty Niezależnej „Kontakty”, tak wspominała te chwile: „Pielgrzymowało nas z Gdańska 2 500 ludzi – to już jest moc. Wszyscy w czapkach z napisem GDAŃSK – zauważyłam, że ludzie odbierali ten fakt jako przejaw naszej odwagi – szczególnie w małych miasteczkach i wioskach, a równocześnie zdarzało się, że prosili o to by im „odsprzedać” taką czapkę, co oczywiście kończyło się podarowaniem jej przez pielgrzyma. Ludzie na nasz widok klękali, całowali nas po rękach i pozdrawiali najpiękniejszymi słowami. Na trasie, pod Służewem [koło Aleksandrowa Kujawskiego – przy. JW.] wyszła nas powitać wraz z mieszkańcami pani Anna Walentynowicz – roześmiana i pełna życzliwości.

Przyjaźń z ks. Jerzym Popiełuszką

W tym czasie zaprzyjaźniła się też z ks. Jerzym Popiełuszką. W przerwach od więzienia odwiedzała go m.in. w Warszawie. Jedną z tych wizyt legendarny kapelan „Solidarności” odnotował w swoich zapiskach pod datą 10 kwietnia 1983 roku. Anna Walentynowicz przybyła wówczas do żoliborskiej parafii pw. św. Stanisława Kostki na spotkanie pracowników służby zdrowia i na „Misterium o męce i zmartwychwstaniu Chrystusa” według Romana Brandstaettera. Ksiądz Jerzy w swoim notatniku zapisał: Na koniec przemawiała bardzo ciepło i mądrze Anna Walentynowicz. Była to dla wszystkich miła niespodzianka. Wielkie wzruszenie. Ania cały wieczór spędziła u mnie. Zaprosiłem ją na Mszę św. za Ojczyznę na 24 kwietnia. Będzie to druga rocznica poświęcenia sztandaru „Solidarności”. Jeżeli się uda, wmurujemy też tablicę z tej okazji. 

Bardzo przeżyła jego śmierć. Zaraz po uprowadzeniu kapłana udała się do Warszawy i brała udział w całodziennych modlitwach o jego odnalezienie. Kiedy okazało się, że ks. Jerzy został zamordowany, była jedną z sygnatariuszy „Apelu do mieszkańców Regionu Gdańskiego”, w którym podziemni działacze „Solidarności” skupieni wokół Andrzeja Gwiazdy wezwali do licznego udziału we wszystkich żałobnych uroczystościach religijnych związanych z pogrzebem kapłana, zaś w Gdańsku włożenie żałoby w formie szerokich, czarnych opasek na ramieniu, wygaszenie świateł i zapalenie świeczek w oknach mieszkań między godziną 21 a 21.15, codziennie do 10 listopada, zorganizowania jednogodzinnego strajku protestacyjnego między godz. 12 a 13 w dniu pogrzebu (gdyby jego termin przypadł w dniu wolnym od pracy, strajk miał się odbyć 9 listopada).

Po latach tak wspominała te tragiczne dni: Starałam się odsunąć od siebie najgorsze przeczucia. Może jeszcze żyje, może można mu pomóc! Trzeba otworzyć świątynie, modlić się w nich nieustannie w jego intencji, czuwać… Pojechałam do Warszawy. W kościołach – tłumy, msze święte co godzinę. W dzień i w nocy gorące modlitwy… Po kilku dniach już wszyscy wiemy, że nie żyje. Zamordowany bestialsko, ze zwierzęcym okrucieństwem. Zostałam w Warszawie do Jego pogrzebu. W ciągu tych wypełnionych bólem dni wielokrotnie wracałam wspomnieniami do naszych spotkań”.

Anna Walentynowicz była przekonana, że śmierć ks. Jerzego była męczeństwem za wiarę i szerzyła w kolejnych latach ideę rozpoczęcia jego procesu beatyfikacyjnego. Stała się kustoszem pamięci o ks. Popiełuszce.  Przyczyniła się do budowy jego pomnika w rodzinnej Suchowoli, który został odsłonięty w październiku 1990 roku w kościele parafialnym pw. św. Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli. Idea procesu beatyfikacyjnego duszpasterza „Solidarności” zaczęła w tym czasie przybierać konkretnych działań, zakończonych ostatecznie wyniesieniem na ołtarze ks. Jerzego 6 czerwca 2010 roku. Anna Walentynowicz bardzo czekała na tę chwilę. Stała się jednak jedną z wielkich nieobecnych na tej uroczystości. Zginęła w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku. 

Upamiętnienie Anny „Solidarność” na Rakowieckiej

We wrześniu 2017 roku odbyło się uroczyste przekazanie jako depozyt do Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL pamiątek po Annie Walentynowicz – zadecydował o tym jej syn Janusz. Wśród nich są rzeczy osobiste: obrączka, torebka, zegarek, medalik z Matką Boską Kozielską, dowód osobisty, legitymacja ZUS, okulary z futerałem, portfel z monetami, wizytówki, które Anna Walentynowicz miała przy sobie podczas tragicznego lotu do Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku. Przekazane zostały również cenne pamiątkowe fotografie, na których Anna Walentynowicz rozmawia z Janem Pawłem II, odbiera z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego Order Orła Białego i obok Zbigniewa Herberta uczestniczy w uroczystościach rocznicy Poznańskiego Czerwca ’56 w 1981 roku. Uroczystość domknęła wówczas projekcja filmu „Doceniałam każdy przeżyty dzień” Jędrzeja Lipskiego i Piotra Mielecha. Tego dnia wieczorem w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki „Przystanek Historia” odbyła się też promocja albumu „Anna Walentynowicz 1929–2010”.

Dwa lata później na Rakowieckiej doszło do kolejnego upamiętnienia Anny „Solidarność”. Tym razem w byłym więzieniu 14 grudnia 2019 roku, z okazji kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, odbyło się spotkanie kobiet represjonowanych w okresie rządów komunistycznych. W obecności premiera Mateusza Morawieckiego na ścianie dawnego więziennego szpitala odsłonięto tablicę poświęconą Annie Walentynowicz. Znalazł się na niej napis: W tym budynku w 1982 r. była więziona Anna Walentynowicz (1929–2010). Uczestniczka Gdańskiego Grudnia ’70, działaczka Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, matka Solidarności, więziona, internowana i prześladowana przez władze PRL. Zginęła 10 IV 2010 r. w katastrofie smoleńskiej. Cześć jej pamięci!. 

ks. Jarosław Wąsowicz

Artykuł ukazał się w 31 numerze Biuletynu Rakowiecka 37 (sierpień 2025 r.)

Muzeum Rakowiecka 37

Newsletter

Zapisz się i otrzymuj informacje o wydarzeniach, wystawach i zwiedzaniu oraz o historii Rakowieckiej 37. Bez zbędnych wiadomości.